528godziny wcześniej (trzy tygodnie i dzień)
Weronika wybierała się na
imprezę. Już niedługo przestanie się ukrywać. Będzie mogła przybrać swe
prawdziwe imię. Ujawnić się, jako prawowita dziedziczka tronu Alfheim. Będzie
mogła powrócić do dawno utraconego domu, przyjaciół, ojca…
nie. Za nim nie tęskniła, ale miała mu coś do udowodnienia. Jest bardziej godna
tronu niż się spodziewał. Była przecież Vrær na Ántialá, córką Aúriego na
Ántialá, BYŁA prawowitą władczynią krainy elfów… nikogo nie zawiodła. Jej
ojciec przeżył śmierć żony i matki Vrær trochę gorzej niż przewidywano. To
wszystko. Nie była nikomu nic winna. Chciała tylko wrócić do domu… czy
to złe? Czy jest z tego powodu gorsza niż inni? Bardziej podobna do
śmiertelników wokół niej? Jakim prawem wygnali ją z Alfheim? Stała przed
lustrem. Złoto-srebrne włosy spięła w kok. Rzucała się w oczy tylko dla tego,
że była trochę ładniejsza niż śmiertelniczki. Uśmiechnęła się, ostre, trochę
wampirze, kły błysnęły na ułamek sekundy. Nigdy nie była próżna, ale cóż, nie
była ślepa. Dziś wielki dzień, czuła to w każdej cząstce swojego ciała. Zaśmiała
się i podskoczyła. Nie miała pojęcia skąd w niej tyle radości, ale to nie było
ważne. W końcu pod jej przybrany dom, w którym mieszkała sama, podjechał czarny
kabriolet. Pięć osób machało do niej. Trzy z tyłu i dwie z przodu. „Jak
ja się tam zmieszczę?!” Pomyślała rozbawiona Weronika. Jednak wybiegła przed dom
i z krzykiem szczęścia popędziła w stronę samochodu. Najszybciej jak mogła, bo
obcasy, choć dosyć grube, utrudniały sprawę.
-Zajebista skóra, kochana! –Powiedziała
już trochę wstawiona Jessie
. –Gdzie
ją kupiłaś? I jeszcze te frędzelki do tego! –Powiedziała Lisa
-Dzisiaj w stylu country,
co? –Stwierdziła Regina wykręcając się, aby zobaczyć
przyjaciółkę. Jej rude włosy były rozpuszczone.
-Cześć, dziewczyny… i
Dawid. Ładnie? To się cieszę. Nie pamiętam gdzie ją kupiłam, chyba dostałam…gdzie
ja mam siadać?
-Jak to gdzie?! Chodź na
kolana! –Krzyknęła Miley, klepiąc wskazaną część ciała. Vrær
nie była przekonana, ale co tam! Bała się jedynie o to czy nie włożyła za dużo
frędzelków. Przy kurtce i butach były czarne. Dopełnienie stanowiły białe,
obcisłe spodnie i biała bluzka odsłaniająca brzuch.
-Fajnie wyglądasz, Wer.
Fajne usta na koszulce. Takie…czarne. –Powiedział Dawid odwracając
się na chwile, zanim zapalił silnik.
-Dzięki. To było takie
głębokie. –Odpowiedziała dziewczyna. Pojechali, szybko
nabierając prędkości i piskiem młodych nastolatek.
Impreza
rozkręciła się na dobre. Leciały najlepsze piosenki i wszyscy naprawdę świetnie
się bawili. Tańczono, był alkohol. Jednym słowem było I-D-E-A-L-N-I-E!!!
Weronika tańczyła z jakimś chłopakiem, który właśnie usiłował ją poderwać.
Jednak, kiedy przestał pilnować, gdzie trzymać swoje ręce i po trzeciej prośbie
dziewczyny, dostał nagle poważnych obrażeń nosa i krocza. Vrær po prostu
odeszła i zaczęła tańczyć z kimś innym. Nikt już nie dotykał jej tam, gdzie NIE
chciała. Po kilkunastym drinku widok zaczął powoli zachodzić mgiełką. Nie
pamiętała, kiedy pocałowała się z jakąś dziewczyną, której imienia nawet nie
znała. I w końcu zdecydowała, że jeśli coś ma się dzisiaj stać, to musi być
trzeźwa i z wielkim smutkiem aktywowała zaklęcie neutralizuje alkohol z
organizmu i usuwa jego skutki. Po chwili rozpoznała w tłumie dziewczynę, którą
pocałowała. „Czemu nie?” Pomyślała.
-Hej! Weronika.
-Hej! Tiara. Miło poznać
kogoś, kto tak całuje!
Vrær uśmiechnęła się tylko.
Wkrótce wymieniły się numerami telefonu. Niestety, dziewczyna zniknęła w tłumie
i jak można się domyślić nie pojawiła się już więcej. Elfka nie liczyła też, że
zadzwoni, to było dla pokazu, zmarnowanie kartki. Ale to nikogo nie obchodziło.
Codzienność imprezowania. Spojrzała na zegarek. Kiedy upłynęło całe sześć
godzin?! Była trzecia rano.
-No nie…
Z zamyślenia wyrwał ją
krzyk z drugiego końca sali. Przepychała się w tamtym kierunku. Kolejny wrzask,
tym razem mężczyzny. Przedarła się w końcu do centrum wrzasków. Loki.
-Witajcie po raz kolejny!
Teraz zróbcie mi przysługę i ucieknijcie z krzykiem…
oczywiście zawsze możecie uklęknąć. –Dodał po chwili, lecz wszyscy
już panicznie rzucali się, jeden przez drugiego ku drzwiom. –Dobra!
Czemu nie uciekasz z innymi? Chcesz być moją pierwszą niewolnicą?
Vrær wybuchnęła śmiechem.
Spojrzała na jego poirytowaną twarz i przywołała naturalną bursztynową barwę
oczu. Pozwoliła ujawnić się delikatnej spiczastości swych uszu, rozpuściła
włosy i wyszczerzyła żeby w uśmiechu. Loki przyglądał się temu spokojnie, a gdy
skończyła uśmiechnął się.
-Vrær
na Ántialá. Jak miło spotkać kogoś, komu również zabrano tron spod nosa.
Rozumiem, że to przeznaczenie, więc nie zapytam się czy chcesz się przyłączyć.
Wiem, że chcesz.
Teraz
zaprezentowała swoje siekacze w pełnej ich okazałości. Loki zrobił minę „Za
tobą!”. Elfka odwróciła się i z pół obrotu kopnęła ukrytego agenta SHIELD w
twarz obcasem. Kiedy upadł usiadła na jego plecach okrakiem pociągnęła za
włosy. Tu pojawił się problem. Nie miała, czym poderżnąć mu gardło, a do
Lokiego zbliżali się kolejni trzej. Oczywiście poradziłby sobie, ale chciała
się przedstawić od najlepszej strony…lub najgorszej. Zatopiła, więc
zęby w miękkiej skórze szyi, kiedy przestał wierzgać wypluła krew.
-Tak
powstały stereotypy o wampirach.
Złapała za sztylet wystający z buta, który, na
litość boską, dopiero teraz zauważyła. Loki walczył z trzema naraz, co dawało
elfce pole do popisu. Sprytnie odciągnęła dwóch napastników manewrowała
pomiędzy nimi, stąpała lekko, robiła piruety i cięła. Zręcznie lawirowała w
elfim tańcu Śmierci. Pierwszego ogłuszyła uderzeniem rękojeści. Tak była w
swoim żywiole, ale robiła to tylko w celu wrócenia do ojczyzny i uratowaniu jej
przed królem i ojcem elfki. Wreszcie wbiła sztylet w gardło napastnika. Stała
do niego bokiem, wyprostowana, z dumnie uniesioną głową i lewą ręką spuszczoną
luźno wzdłuż ciała. Stał oszołomiony, póki nie zaczął pluć krwią. Vrær z
niesmakiem wyciągnęła broń z krtani przegranego. Zaklęła w Álfaimr (Język
elfów) i spojrzała z obrzydzeniem na swoją kurtkę zaplamioną posoką.
-Cóż,
dobrze walczysz. Zostawiłaś jednego przy życiu. –Stwierdził bóg psot. Vrær
posłała mu niebiański uśmiech.
-Zrobiłam
to, bo jeśli chcesz rozgłosu, możemy go puścić wolno, żeby niósł wiadomość o
twym powrocie. Oczywiście mogę natychmiast poderżnąć mu gardło.
Na
twarzy Lokiego pojawił się grymas rozbawienia.
-Podoba
mi się twój sposób rozumowania. Darujmy mu dziś, niech ma nauczkę na
przyszłość. A teraz chodź.
Phil
słuchał zeznań dziewiętnastoletniego agenta i chciało mu się śmiać. Jednak
dzieciak płakał przy mówieniu, więc dodawało to realności zdaniom. Przynajmniej
niektórym.
-…odgryzła
mu gardło… ot, tak! Miała złote oczy…
kły wampira… to był demon! DEMON! Czemu mi nie wierzycie?!
Coulson
nabrał powietrza i oparł się o stół.
-Powiedzmy,
że… cóż, to po prostu mało wiarygodne. Mówi pan tutaj o
„wampirze”, tak? Dziewczynie rozszarpującej krtanie,
która wraz z bogiem kłamstw, który znajduje się w Asgardzie, pojawiła się na
imprezie dla nastolatków? My słyszeliśmy wiele rzeczy, ale wampiry?... Może pan
ją opisać? –Powiedział spokojnie.
-Była…
blondynką. Nie mogła mieć więcej niż… może dwadzieścia lat? Nie
jestem pewien. Nie zwróciłem uwagi na to jak wygląda, bo…
próbowała mnie zabić!
Chłopak
trząsł się cały.
-Więc,
czemu tego nie zrobiła? Był pan nieprzytomny, mogła pana dobić…proszę
myśleć logicznie, dobrze? Jeszcze raz proszę o opis wyglądu kobiety. Pomogę.
Była niska czy wysoka?
-Miała
obcasy, ale wyglądała na wysoką.
Coulson
zanotował.
-Jakiego
koloru miała oczy?
-Już
mówiłem! Złote! –Powiedział poirytowany człowiek. Phil spojrzał na
niego znad notatnika. Westchnął i zapisał.
-Dobrze.
Była blada, czy opalona?
-A
skąd mam to wiedzieć?! Było ciemno!
-Proszę
się uspokoić. Miała jakieś znaki rozpoznawcze? Znamiona, blizny, tatuaże?
-Oprócz
kłów, złotych oczu i chęci zabijania? –Zapytał drwiąco krzyżując ręce
na piersi. –Nie.
-Zanotowałem.
Dziękuję za współpracę. –Philip skłonił się i wyszedł wzdychając. Do czego
ten świat zmierza? Najpierw wojna międzyświatowa, a teraz „demon”
wraz z bogiem kłamstw wpraszają się na imprezę. Będzie musiał się dowiedzieć,
czy podczas jego pobytu na Tahiti, w Ziemię nie uderzył meteor zradzający
mutanty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz