Rana, której nie da się zaszyć...


Weronika rozejrzała się po pokoju apartamentu. Białe i szare ściany salonu kontrastowały z czarnymi meblami. Ściany naprzeciw drzwi wejściowych nie było, zamiast tego były tam niesamowicie duże drzwi tarasowe. Vrær pokiwała głową z uznaniem. Jak długo żyła, bo aż sześćdziesiąt osiem lat, choć to młody wiek jak na elfa, nigdy nie widziała takiego wnętrza.

-Musiał naprawdę dużo kosztować. Skąd wziąłeś na to pieniądze?

-Nie tylko elfy potrafią mieszać innym w umysłach. A te wielkie drzwi wyjściowe, są po to byś czuła kontakt z naturą, elfko. -Dodał po chwili z przekąsem. Przewróciła oczami.

-Dzięki, ale to, że jestem elfem nie znaczy, że jestem taka sama jak wszyscy z mojej krainy. Pewnie lubię przyrodę i w ogóle, ale nie uschnę z tęsknoty jak nie będę miała drzwi balkonowych. Powiedziała kładąc ręce na biodra.

-Jest mały haczyk. W tym apartamencie -zaczął tajemniczo. Widzisz jest tylko łóżko małżeńskie. Mam nadzieje, że to nie problem, bo ja nie zamierzam spać na sofie.

-Nie. To nie problem, ale ja też nie śpię na sofie. Tylko, że idąc na imprezę zapomniałam koszuli nocnej z domu.

Uśmiechnęła się słodko. Machnął ręką i piżama pojawiła się na biało-czarnym krześle obok niej.

-Nie jest trochę za delikatna? Śpimy razem pamiętasz?

Powiedziała bez przekonania. Loki uśmiechnął się tylko.

-Noc jest ciepła. Będę trzymać ręce przy sobie, obiecuję. Nie patrz się tak na mnie! Za kogo mnie masz? Za pospolitego zboczeńca? Nie przebyłem tysiąc lat świetlnych tylko po to, by zaciągnąć cię do łóżka.

-Masz racje. To by było za piękne, żeby było prawdziwe.

Spiorunował ją wzrokiem. Nic się nie zmienił.” Pomyślała, i zaczęła się śmiać. Pewnie mnie nie pamięta

-Co cię tak śmieszy?! Zapytał poirytowany. Pokręciła w odpowiedzi głową, bo nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Pamiętała wciąż minę Odyna, kiedy zobaczył przemalowany obraz Thora, który zionął ogniem i miał rozczochraną fryzurę. I wąsy. Efekt wyszedł bardzo ładny, w końcu była mistrzynią pędzla i płótna, ale wszechojcu chyba nie za bardzo się spodobało. Ona z Lokim umierali ze śmiechu, kiedy na korytarzu wybuchło zamieszanie. Pamiętała jak biegli do jego komnaty i zamknęli się tam nie mogąc przestać się śmiać. To był Loki, którego naprawdę lubiła, jeśli nie kochała. Nie była wtedy pewna swoich uczuć. W końcu się opanowała.

-Naprawdę mnie nie pamiętasz?

-Skąd mam cie pamiętać? Widzę cie pierwszy raz, ale słyszałem o tobie. Powiedział ze zdziwieniem.

-Przyjechałam kiedyś do Asgardu. Z rodzicami. Moja matka jeszcze wtedy żyła. Miałam być przyrzeczona Thorowi, ale było to nie zgodne z naszymi przekonaniami. Wiesz, z tymi elfimi. Zagroziłam ojcu, że lud się o tym dowie i odwołał ślub. To było jakieś czterdzieści lat temu? Zmarszczył czoło próbując sobie przypomnieć. Powoli pokiwał głową. Pamiętasz obraz Thora jako smoka z wąsami? To byłam ja.

Teraz już pamiętał, zaśmiał się z pogardą. Zapewne dla Thora.

-Połóż się. Już świta, a przed nami dość ciężki dzień.

Powiedział. Dołączę do ciebie za chwilę.

Skinęła głową. Faktycznie była trochę zmęczona. Zajrzała do sypialni. Była pomalowana na czerwono, z potężnym łożem pośrodku, urządzona w stylu indyjskim. Na bordowej kołdrze leżały płatki róż.

-Wziąłeś nam apartament dla nowożeńców.

Loki spojrzał na nią znad papierów, które właśnie układał na stole. Uśmiechnął się. Vrær weszła do pokoju. Zrzuciła z siebie skórzaną kurtkę, zdjęła buty i bluzkę, spodnie. Przebrała się w koszule nocną i poukładała wszystko na krześle toaletki. Położyła się z ziewnięciem i szybko zasnęła.

 

Usłyszała głos Lokiego przez sen, dochodzący gdzieś z oddali.

-I to ja miałem trzymać ręce przy sobie.

Otworzyła oczy. Szybko zabrała wszystkie oplatające go części ciała i usiadła.

-Przepraszam. Tak się kończy sypianie w łóżku małżeńskim. Powiedziała szybko. Potarła dłońmi skronie. Głowa bolała ją trochę. Która godzina?

-Jedenasta. Zamówiłem katering. Śniadanie będzie za trzy minuty.

Powiedział również siadając, nie miał na sobie żadnej koszulki. Vrær stłumiła chichot ziewnięciem. Przeczesała dłonią włosy. Loki wpatrywał się w nią.

-Jak długo tu już jesteś?

-Szesnaście lat. Niby krótki okres w naszym długim życiu, ale to wciąż szesnaście lat. Odpowiedział wbijając wzrok w pościel. Chciał zadać pytanie jak?”. Ale się powstrzymywał. Jednak ktoś w końcu musiał poznać jej historię. Mój ojciec był bardzo dobrym elfem i władcą. Ale kiedy matka została zabita załamał się. I wtedy mu trochę odbiło. Zaczął wieszać każdego po kolei, wszędzie widział zdradę ściął własnoręcznie moją młodszą siostrę. Miała wtedy ledwie czternaście lat! Wtedy postanowiłam odebrać mu władzę, ale on to przewidział i wygnał mnie. Wszystkim ogłosił, że go zdradziłam, ale tak nie było! Kochałam mojego ojca, póki nie posunął się za daleko. I dlatego muszę wrócić. Muszę ocalić Alfheim. Muszę to mój obowiązek.

Zamknęła oczy czując wzbierające łzy.

-Sądzę, że pomogę ci w zdobyciu tego, co twoje. I w uratowaniu ludu też.

 

 

 

 

Loki wbrew wszystkiemu nie był tacy jak niektórzy myślą. Już z pewnością nie czuje pogardy do WSZYSTKIEGO, co żyje. Był po prostu samotny i zły na cały świat. Nie odczuwał nawet pogardy dla ludzi. Był wściekły, bo byli kolejną społecznością, którą Thor podbił swym uśmiechem. Nic więcej. Jak się przekonał, życie na Ziemi nie jest wcale takie złe. Z obrzydzeniem stwierdził, że zaczyna mu się tu nawet podobać. Skrzywił się idąc po katering. Słyszał jak Elfka wchodzi do łazienki i puszcza wodę pod prysznicem. Podziękował i zapłacił” ładnie ułożonym zaklęciem. Nakrył do stołu i zaparzył herbaty. Był normalnym mężczyzną i normalnie funkcjonował. Nie dąsał się wcale cały czas, lubił nawet oglądać telewizję od czasu do czasu. No i nie używał cały czas magii. Jednak czasem sobie nią pomagał.

-LOKI! Wyczaruj mi jakieś NORMALNE rzeczy! -Wrzasnęła z łazienki dziewczyna. Machnął ręką. DZIĘKI!

Jego twarz przybrała rozbawioną minę. Nie było też tak, że nigdy nie uśmiechał się inaczej niż z pogardą. Oczywiście, że zanim dowiedział się o swoim pochodzeniu, uśmiechał się częściej. Nawet, jeśli nie miał do kogo, a tak często było. Miał, tak naprawdę, jedną przyjaciółkę, Sigyn. Często ze sobą rozmawiali, a wtedy nie czuł się taki osamotniony. Kiedyś nawet planowali założyć rodzinę i byli temu naprawdę blisko. Lecz wtedy Muspellheim napadł na Asgard. Dziewczynę wzięto na zakładnika, a Odyn pozwolił poderżnąć im jej gardło. Na oczach Lokiego. Tak, zdecydowanie był dobrym ojcem. Jak długo Loki rozpaczał? Jak długo nosił już w sobie żałobę? Sześćdziesiąt osiem lat, o ile dobrze pamiętał. Kochał ją, a ona jego. Była jego przyjaciółką i kochanką równocześnie. Zacisnął ręce w pięści. Jego ręka automatycznie powędrowała do małego wisiorka, który mu podarowała. Był tam jej obraz. Zaklęła go tak, że czuł jej zapach za każdym razem, gdy ścisnął go w odpowiednim miejscu. Dalej nosił w sobie żałobę. Nie pragnął jej odrzucić, to ona dawała mu siłę. Wiedział, że Sigyn teraz by z nim była, że by mu wybaczyła wszystko. Gdyby była przy nim w dniu koronacji, nie wpuściłby Lodowych Olbrzymów, nie próbowałby nigdy zabić Thora, większość jego życia po prostu by się nie zdarzyła. Może nawet to, że jest wyrzutkiem przyjąłby inaczej. Bo ona by z nim była. Nie pozwoliłaby mu się rzucić z tęczowego mostu, a on by nawet nie próbował. Bo miałby dla kogo żyć. Nie tylko dla zemsty. Ściągnął wisiorek z szyi i otworzył go. Uśmiechała się. Jej blond włosy były spięte w gruby warkocz, jak zawsze, a niebieskie oczy były roześmiane. Zacisnął usta w wąską szparkę i pogładził palcem jej obraz. Nawet nie zauważył, kiedy Vrær do niego podeszła.

-Loki? Wszystko gra? Zatrzymała się w bezpiecznej odległości. Dobrze wiedziała, że są rzeczy, które chcemy zakryć przed oczami innych. Zatrzasnął medalik i założył go z powrotem na szyję. Skinął głową.

-Znam ten wzrok. Chcesz mówić i chcesz milczeć. Wiem, co czujesz.

Zajęła miejsce przy stole. Loki wpatrywał się w nią chwilę. Gestem porosił, aby coś zjadła. Przed nałożeniem sobie na talerz poprawiła się na krześle i przeczesała włosy palcami. Sigyn zawsze tak robiła. Prychnął wesoło i również zasiadł do stołu. Były do siebie podobne. Obie wesołe, roześmiane, obie miały dobre serca, obie miały na niego pozytywny wpływ, czuł się przy jednej i drugiej tak samo, spokojnie, bezpiecznie. Czuł, że jest kimś więcej. Przy nich dostrzegał jasne strony. Były do siebie podobne nawet fizycznie, ale tylko wtedy, gdy Vrær miała niebieskie oczy. Patrzył się jak jadła. Czasem mówiła coś wesołym tonem i uśmiechała się, na co on odpowiadał tym samym. Nagle zdał sobie sprawę, że patrzy na nią tak, jak kiedyś na Sigyn. Wstał od stołu.

-Muszę się przejść.

 

Patrzyła jak odchodzi. Jak ubiera płaszcz, ubiera buty. Milczący i cierpiący. Przygryzła dolną wargę. Powoli wstała i zaczęła sprzątać. Wyszedł, o czy poinformował ją trzask zamykanych drzwi. Odłożyła nagle talerze i pobiegła w stronę wyjścia. W biegu nałożyła na siebie zdecydowanie za mało ciepłą kurtkę. Zbiegła po schodach i wybiegła na dwór zauważając go jeszcze w holu.

-Loki! Za zaczekaj! Wydyszała łapiąc rękaw jego płaszcza. Proszę porozmawiaj ze mną! To ci jedynie pomoże. Ja nie miałam z kim o tym porozmawiać, a wywarło to duży wpływ na moją psychikę. Spojrzał na nią i powoli pokręcił głową. Daj sobie pomóc! Jęknęła. Proszę

Patrzyła na niego błagalnie. Zimowe powietrze zaczęło do niej docierać, zadrżała. Loki szybko zdjął płaszcz i okrył ją nim, zaprowadził ją bez słowa z powrotem do budynku. Usiadła na sofie i westchnęła. Stał nad nią i wpatrywał się w nią z kamiennym wyrazem twarzy.

-I? Dasz sobie spokój, czy powiesz nie twoja sprawa” i tyle? No? Dalej Loki. Powiedz coś.

-Masz rację to nie twoja sprawa. Wysyczał. Dziewczyna przewróciła oczami. Ale masz również rację, co do tego, że muszę komuś to wreszcie powiedzieć.

Tworzył wisiorek i pokazał jej obraz jakiejś dziewczyny.

-Sigyn. Była moją przyjaciółką. W sumie nie. Nie była tylko i wyłącznie przyjaciółką. Planowaliśmy założyć razem rodzinę. Chciała dwójki dzieci, nawet już ustaliliśmy imiona. Zamówiłem już pierścień.

-Co się z nią stało?

-Ogniste Olbrzymy i Odyn. Wtargnęły do zamku i przegrały, więc wzięły ją za zakładniczkę. Powiedziały, że chcą wyjść. Mógł im pozwolić lub powiedział, że mogą ją zabić, ale stracą w ten sposób jedyną kartę przetargową. Więc poderżnęli jej gardło. Dopiero wtedy wszechojciec dał sygnał łucznikom. Olbrzymy padły martwe mógł ich zabić wcześniej! Wiedział, że mógł. Miał dwustu łuczników, w tym czterdziestu celujących w tyły. Nie zdążyłby jej zabić. Więc podbiegłem do niej, objąłem ona żyła. Wyszeptała kocham cię”, ale tylko krewpróbowałem uleczyć, aleoni mnie odciągnęli. Patrzyła za mną, wyciągnęła do mnie rękę, a potem widziałem tylko pustkę w jej oczach gdyby ona żyławszystko było by inaczej nic z TYCH zdarzeń nie miałyby miejsca a teraz zjawiłaś się ty i jesteś taka sama jak ona. Dokładnie taka sama. Oczy miał pełne łez. Odgarnął niesforny kosmyk z jej twarzy. I teraz czuję się jakbym ją zdradzał, bo przypominasz mi ją tak bardzo, że

Vrær zorientowała się, że ona też jest bliska płaczu. Otworzył się przed nią, okazał jej swoje uczucia. Była podobna do kobiety, którą kochał, więc ją automatycznie też. Ujęła jego dłoń, wargi same uformowały słowa.

-Sigyn chciałaby, żebyś żył dalej. Nie możesz wciąż nosić żałoby. Pamiętaj o niej, ale nie przeżywaj tej chwili od nowa i od nowa. Jestem tego pewna

Przypomniała go sobie, gdy rozmawiali na Asgardzie. Teraz już była pewna, jakie uczucia do niego żywiła. Ścisnął jej dłoń. Ich usta spotkały się na chwile z jego. Wplątał palce w jej włosy. Nie chciała, żeby to się skończyło.

1 komentarz:

  1. Jeej... To jest piękne. Wzruszyłam się podczas tego wyznania Lokiego. On potrzebuje po prostu wsparcia i zrozumienia... Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń