Gdy nadzieja gaśnie jak płomyczek.


 
Jest jeszcze czas! Wiedziała to. Czuła to, gdy zbiegała po schodach i pędziła korytarzem. Wpadła do komnaty i podbiegła do łoża. Rozsunęła kotary. Leżała tam bez ruchu, bledsza niż była, gdy widziała ją poprzednio. Usiadła koło niej i delikatnie potrząsnęła. Nic.

-Sigyn! Udało się! Dalej! Obudź się! Obudź się nie może być za późno!

Vrær potrząsnęła nią raz jeszcze.

-Sigyn! Proszę!

Łzy spływały po jej policzkach. Uklękła przy łożu i ścisnęła rękę bogini. Złożyła głowę na kołdrze i zasnęła szlochając.

 

Loki chodził w kółko z rękami złożonymi za plecami. Mijały godziny, a nie pojawiła się ani Elfka ani Sigyn. Amora westchnęła głośno. Obrzucił ją złowrogim spojrzeniem. Wzdrygnęła się.

-Uch! Gdybyś mógł zabijać wzrokiem naprawdę sądzisz, że wyjdzie stamtąd twoja dawno utracona miłość? Proszę! To żałosne! Nie spodziewałabym się tego po tobie!

Wstała z sofy i podeszła do czarodzieja.

-Nie nastawiałbym się na nią, kotku. Powiedziała przypadkiem” naruszając jego przestrzeń osobistą i ocierając dłonią o jego palce. Loki spojrzał w jej oczy. Zielone, piękne. Jego ręka szybko powędrowała do jej szyi, przycisnął ją do ściany.

-Ty zdradliwa żmijo! Syknął pozbawiając czarodziejkę tchu.

-Amoro, coś ty zrobiła? Szepnęła przerażona Hel. Czarodziejka zaśmiała się pogardliwie.

-Możliwie, że powiedziałam naszej biednej Sigyn, że przegraliście i nie żyjecie? Nie wiem, co to dokładnie było

Bóg kłamstw zacisnął palce, kobieta powoli przybrała fioletowej barwy.

-Pamiętasz, co obiecała ci Vrær? Jesteś martwa, Czarodziejko

Wyciągnął sztylet i wbił go w brzuch kobiety. Wiedział, że to nie wystarcza by zabić boginię, ale mógł ją zostawić by się wykrwawiła. Wtedy by cierpiała dokładnie jak Sigyn. Odsunął się od niej, a ona opadła na kolana łapiąc szybko powietrze. Przyciskała dłoń do rany.

-Ty nie mogę się uleczyć coś ty mi zrobił?

Obserwował jak krew powoli przepływa przez jej palce i kapie na podłogę. Teraz już leżała. Ukląkł przy niej.

-Możliwe, że nałożyłem zaklęcie blokujące twoją magię i sprawiłem, że wykrwawiasz się szybciej nawet od ludzi? Nie pamiętam dokładnie, co to było

 

Jej matka ją ukarze, jeśli się spóźni, więc biegła. Wybrała najszybszą drogę przez salę tronową. Bała się gniewu matki i sióstr. Musiała zdążyć. Jej fioletowa suknia utrudniała jej poruszane się i musiała trzymać ją aż przy kolanach, co było wręcz niedopuszczalne. Znów była młodą dziewczyną, która ledwo skończyła szóstą klasę akademii magicznej a przed nią było jeszcze, co najmniej czterdzieści lat nauki akademii wyższej. Ktoś zawołał jej imię. Odwróciła głowę i zobaczyła Sif. Wpadła na kogoś i prawie upadła, ale mężczyzna ją podtrzymał.

Spojrzała w górę i zobaczyła jego twarz. Odskoczyła i ukłoniła się nisko.

-Wasza Wysokość ja proszę mi wybaczyć moją nieuwagę doprawdy jest mi niezmiernie przykro, mój Panie!

Przygryzła dolną wargę. Odyn naprawdę był osobą, na którą najmniej chciała wpadać. W szczególności z rozpędu. Kręciło jej się trochę w głowie. Teraz matka będzie miała już więcej powodów by wymierzyć jej surową karę.

-Następnym razem uważaj dziecko.

-Będę mój Panie! Jeszcze raz proszę o wybaczenie! Powiedziała nie podnosząc głowy.

-Dobrze, ale za karę dotrzymasz towarzystwa memu synowi, Lokiemu.

-Ojcze! Szepnął chłopak w jej wieku wpatrując się w nią.

-Musisz spotykać się z innymi. A ta tutaj młoda dama jest idealna. Również studiuje magię i jest bardzo dobrą uczennicą, czyż nie?

Nie bez powodu nazywali Odyna wszechwiedzącym. Nie miała pojęcia skąd wiedział to wszystko, nie obchodziło jej to. To hańba odmawiać władcy Asgardu, ale jej matka

-Ależ oczywiście, Wasza Miłość! To dla mnie wielki zaszczyt. Skłoniła się jeszcze raz. Wszechojciec skinął głową i odszedł. Z ulgą wypuściła powietrze z płuc.

-Przepraszam za mego ojca. Jeśli nie chcesz, możesz iść. Nie dowie się. Tylko powiedz mi jak się nazywasz. Musimy również ustalić wspólną wersję wydarzeń -szepnął speszony. Pokręciła głową.

-Ja jestem Sigyn. Jestem córką Vár. Ja po prostu już i tak się spóźniłam. Matka mnie zabije -jęknęła. Czuła w kościach jak ją upokorzy, a jej siostry będą mogły znów jej dokuczać.

-Pójdę z tobą i powiem, że musiałaś mi pomóc. Zaproszę cie do pałacu! Wtedy twoja matka będzie dumna, że jej córka została tym zaszczycona! I kłopot z głowy! Powiedział nagle. Dziewczyna uśmiechnęła się. Sama chciała to zaproponować, ale nie miała odwagi.

 


Siedzieli razem na ławce. Byli już starsi. Oglądał Thora otoczonego grupką przyjaciół.

-On ma zawsze wszystko. Ojciec zawsze go bardziej kochał, zawsze miał znajomych nigdy nie byłem tak sprawny jak on, nigdy nie miałem tylu kolegów. On ma wszystko, Sigyn. A ja?

Spojrzała na niego czule.

-Jesteś mądry, zabawny, spokojny, przystojny. Masz urok osobisty, potrafisz stworzyć niesamowite rzeczy magią i jesteś najlepszym z adeptów. Masz również mnie.

Loki westchnął ciężko i odwzajemnił spojrzenie.

-Sprawiasz, że czuję się kimś wyjątkowym.

-Jesteś kimś wyjątkowym. Zawsze byłeś.

Pocałowała go w policzek. Wstał. I ujął jej dłoń. Ukląkł na jedno kolano. Sigyn wytrzeszczyła oczy.

-Zawsze lubiłaś midgardzkie zwyczaje. Poznałaś jej wszystkie, więc wiesz, co teraz robię. Wyjdziesz za mnie, nadobna Sigyn? Czy zostaniesz moją żoną i założysz ze mną rodzinę?

Patrzyła urzeczona jak wyjmuje srebrny pierścień z dużym ametystem. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa. Pokiwała tylko głową. Wstał, ona również. Chwilę patrzyli sobie w oczy, po czym rzuciła mu się w ramiona i pocałowała go. Długo i czule. Okręcił ją wokół siebie. Gdzieś za nimi krzyknęła Sif, ktoś bił brawo. Ktoś wiwatował. A oni stali w swoich objęciach, ciesząc się każdą chwilą.

 

Przymierzyła suknię. Pasowała idealnie. Biała i zwiewna, z dużym dekoltem. Srebrny pas i diadem. Wszystko to wyglądało pięknie. Jej złote włosy upięła w warkocz. Wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze.

-Wyglądasz piękniej niż Freya! Do jej komnaty weszła Sif. Już widzę cie na ślubnym kobiercu, składającą przysięgę wierności! Odyn oplatający wasze dłonie srebrną wstążką! Och Sigyn! Nigdy nie sądziłam, że mam w sobie tyle romantyzmu!

Czarodziejka uśmiechnęła się. Podeszła do niej i ujęła jej dłonie.

-Nikt nie sądził! Jednak mam złe przeczucia. Uśmiech znikł z jej twarzy. Może to przez stres, ale miałam sen, Sif. Wiesz dobrze, że niektóre się sprawdzają. Odwróciła się i wróciła do lustra. Sif spojrzała na nią z lękiem.

-Opowiedz mi go.

-Widziałam ogień. Krainę pełną płomieni myślę, ze mógł to być Musphelheim. Potem Asgard płonął słyszałam krzyki. To było takie realne zobaczyłam krew na posadce w Sali tronowej i Lokiego.

-To była jego krew? Zapytała Sif. Czarodziejka zbladła przy opowiadaniu i była przerażona. Usiadła na sofie naprzeciw kobiety. Pokręciła głową.

-Była moja on w niej klęczał i płakał. A potem ogień zgasł. Czułam, że to moja krew! Myślę, że nie dożyję ślubu Sif, tak strasznie się boję!

Ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się. Wojowniczka przesiadła się i objęła swoją przyjaciółkę ramieniem.

-To tylko sen jestem tego pewna! Ty nie wszystkie się spełniają!

 

Sigyn ubrała swoją suknię ślubną. Pierścionek zaręczynowy połyskiwał na palcu. Była szczęśliwa. Teraz już będzie go widywać zawsze, w dzień i w noc. Jej siostry zazdrościły jej tego, nawet te zamężne. Dwie mówiły, że są z niej dumne, ale trzy po prostu przestały się do niej odzywać. Nie obchodziło ją to. Dzisiejszej nocy będzie z Lokim. Będą małżeństwem. Oczami wyobraźni widziała siebie trzymającą dziecko w ramionach. Śpiewającą kołysankę Frigg zawsze mówiła jej, jak dumna jest ze swojej przyszłej córki. Była dla niej matką bardziej niż Vár. Huk wyrwał ją z rozmyślań. Do jej uszu dobiegł krzyk. Zaklęciem przebrała się w strój bojowy i wyszła na korytarz. Ogień. Zamknęła drzwi komnaty i oparła się o nie plecami. Nie, nie dziś. Nie teraz usiadła. Wiedziała, że musi zginąć. Przez dwa miesiące nic się nie działo i była już przekonana, że to naprawdę był tylko sen. Ktoś zapukał w drzwi.

-Sigyn?!

Zerwała się na nogi i wpuściła do środka Sif. Krwawiła mocno z ramienia.

-dobrze, że cie tu znalazłam! Wszystko dobrze?

Pokiwała głową.

-Tak, ale ty. J.. jak się czujesz? Trzeba to opatrzyć. Czekaj, muszę tylko użyć trochę

Nagle cała ściana runęła na nie. Sigyn poczuła jak ktoś łapie i ją podnosi. Wzrokiem znalazła Sif usiłującą się podnieść. Wycharczała jej imię. Czarodziejka stanęła oko w oko z Ognistym Olbrzymem, który trzymał ją na wysokości twarzy za ubranie. Chciała go potraktować zaklęciem, ale nie mogła nic zrobić.

-Twoja magia na mnie nie działa, czarownico! Chcemy tylko wyjść. Jeśli Odyn nam pozwoli, puścimy cie wolno. Masz me słowo.

Sigyn splunęła mu do oka. Zawył z bólu, gdy ślina dotknęła jego skóry i wyparowała, zostawiając suchy placek.

-Plwam na słowa barbarzyńcy!

Uderzył ją. Straciła przytomność.

 

Widziała w tłumie twarz przerażonego Lokiego. Olbrzym trzymał ją nad ziemią przyciskając ja do siebie. Czuła stal na gardle. Czyli tak to ma się skończyć.” Pomyślała.

-Dziewczyna za naszą wolność! Odejdziemy i już nie wrócimy. Nigdy! Niech pokój zapanuje między nami, Odynie! Jeśli się nie zgodzisz, poderżnę jej gardło! To nie potrzebne! Dałem słowo!

Wszechojciec wpatrywał się w nią. Czuła jak łzy powoli spływają jej po twarzy, słyszała gorączkowy szept Lokiego. Wyglądało na to, że Odyn się zastanawia, jednak wiedziała, że już ją osądził. Dał jej wyrok śmierci

-Zabij ją, jeśli chcesz. Stracisz wtedy jedyną kartę przetargową, ale nie myśl, że was puszczę wolno. Zniszczyliście Asgard. Musicie zapłacić.

Czuła jak ostrze wbija się w gardło. Jak olbrzym przesuwa nim powoli pozbawiając jej życia. Czuła krew spływającą po jej szyi i piersiach. Przestała słyszeć cokolwiek. Widziała jak wszechojciec daje sygnał łucznikom. Olbrzym puścił ją i upadła na ziemię. Widziała jak jej oprawcy padają martwi. Loki podbiegł do niej i objął ją ramieniem. Uzdrowi mnie uratuje” myślała. Jego magia leczyła jej ranę, przywracała świadomość nagle ktoś złapał go za ramię i zaczął odciągać. Wpatrywała się w jego twarz. W jego zielone oczy przepełnione łzami wyciągnęła do niego rękę. Chciała powiedzieć kocham cie”, ale krew napłynęła do jej ust. Straciła siły i ręka opadła bezwładnie na podłogę. Przestała czuć ból.

Ciemność wszędzie ciemność

 

Obudziła się. Leżała na kamieniu. Udało się. Przeczesała dłonią włosy. Wstała i ruszyła w głąb korytarza. Wbiegła po schodach na górę.

-Loki! Udało się! Wrzasnęła już od progu. Zatrzymała się widząc martwą Amorę i stojącego nad nią Lokiego ze sztyletem. Odwrócił się. Wpatrywał się w nią. Odgarnęła kosmyk włosów z twarzy. Zaczął iść w jej stronę, a ona w jego. Stanęli przed sobą i rzucili się sobie w ramiona jak kiedyś. Sigyn pocałowała go czule i namiętnie. Zapomniała o całym świecie. Liczył się tylko on. Obydwoje płakali. Nie obchodziło ich, że ktoś widzi

A potem było wesele, jakiego dziewięć światów nie widziało. Odbyło się na Alfheim, zaraz po koronacji królowej. Po ślubie jednak słuch o nich zaginął. Były różne wersje, co do tego gdzie są. Niektórzy uważali, że w Asgardzie, inni, że w Midgardzie. Wszyscy mieli swoje wersje, w której krainie się osiedlili. Jednak skąd ta pewność, że istnieje tylko dziewięć światów?

No, w końcu dałam radę to skończyć! Dziękuję wszystkim czytelnikom i obserwatorom. Super jest wiedzieć, że kogokolwiek to interesuje! Jeszcze raz wielkie dzięki i... Do widzenia!

1 komentarz:

  1. Super opowiadanie.przeczytałam jednym tchem. Mam nadzieje ze jeszcze cos stworzysz :-)

    OdpowiedzUsuń