Phil
obserwował dziewczynę przez szkło weneckie. Leżała nieprzytomna, nadgarstki
były przywiązane do krawędzi łóżka, a włosy w nieładzie. Była blada, a z nosa
ściekała w dużych ilościach krew. Nagle obudziła się i natychmiast gwałtownie usiadła.
Wrzasnęła, gdy ręce wygięły się niebezpiecznie i, prawdopodobnie, z powodu ran.
-Nie
próbowałbym tego na twoim miejscu. –Odezwał się naciskając
odpowiedni guzik. Weronika, jak się dowiedział, spojrzała na niego, choć było
to niemożliwe. Jej złoto-srebrne włosy opadły na twarz. Otworzyła usta by coś
powiedzieć, lecz krew z nosa natychmiast wlała jej się między rozchylone wargi.
Splunęła w bok. Odruchowo chciała podnieść rękę, ale pasy skutecznie blokowały
jej ruchy. Odchyliła głowę do tyłu.
-Chcemy
ci zadać parę pytań.
-A,
jeśli nie odpowiem na nie? –Wychrypiała spoglądając na niego.
-Porozmawiamy
inaczej. A tego chcę uniknąć. –Powiedział zgodnie z prawdą Coulson. Przez chwilę ta
drobna osóbka wpatrywała się w pościel, by nagle zacząć śmiać się trochę
opętańczo.
-Chcecie
mnie torturować?! –Zapytała dusząc się śmiechem. Przestała się śmiać i
uśmiechnęła się smutno. –Co chcecie przez to osiągnąć? Myślicie może, że się
poddam jak zwykły śmiertelnik? Czy wy w ogóle wiecie, kim jestem?
-Nie.
I tego chcemy się między innymi dowiedzieć.
Dziewczyna
położyła się na poduszce i westchnęła.
-To
mogę wam powiedzieć. Jestem Vrær na Ántialá, córka Aúriego, była księżniczka planety
Alfheim, na której posługujemy się językiem Álfaimr. Patronka Księżyca i
Słońca, a więc również i Wielkiego Ognia. Jestem trzy tysiące czterysta
czterdziesta dziewiąta z mojego rodu. Zostałam wygnana z mej ojczystej planety
przez mego ojca, gdy popadł w paranoję, a na Ziemi spędziłam szesnaście lat.
Jestem tu znana jako Weronika Moon. To wszystko o mnie. Nie muszę dodawać, że
jak większość elfów posługuję się magią?
Phil
był zdziwiony, że poszło tak szybko i łatwo. Z kolejnym pytaniem mogło pójść
gorzej.
-Powiedz
mi proszę, czemu Loki jest tutaj?
Cisza.
Elfka otwierała i zamykała usta.
-N… n…
nie wiem. Chciał mi pomóc wrócić i odzyskać mój lud, ale…
Wydawało
mu się, że mówi prawdę. Do pokoju wszedł Fury.
-Posłuchaj
mnie uważnie. Jeśli nie powiesz po dobroci, wyciągniemy to z ciebie siłą.
Dziewczyna
wyglądał przez chwilę jakby miał się za chwile rozpłakać, ale zaraz przybrała
kameny wyraz twarzy.
-Życzę
powodzenia.
Krzyki
dochodziły zza drzwi raz cichsze raz głośniejsze. Zawsze te same pytania. „Co
robi Loki? Gdzie się ukrywa? Kim dla niego jesteś? Jakie ma słabe punkty? Jak
zlikwidować jego magię?”. Nie zawsze ta sama odpowiedź. Nie chciała mówić lub
naprawdę nie wiedziała. Pierwsze trzy dni jakoś się trzymała, ale czwartego
dnia znów zaczęła śmiać się jakby wyszła z psychiatryka. Piątego dnia nawet
śpiewała piosenki. Jednak zawsze krzyczała. To głośniej, to ciszej. Nigdy nie
płakała, ale jej oczy często stawały się szkliste.
Minęły dwa tygodnie. Nie wydusili z niej ani słowa.
Nagle ktoś z oddziału wpadł na pomysł podania jej narkotyków. Fury niemal
natychmiast zrealizował ten plan.
Phil siedział naprzeciw niej. Wyglądała jak
spłoszone zwierze, które nie miało gdzie uciec. Nadal była blada, ale teraz nie
krwawiła z nosa. Jej ręce drżały, a oczy były szeroko otwarte. Była przerażona.
-Co
mi podaliście?
Nie
usłyszała odpowiedzi. Zaczęła szlochać i nagle szloch przeistoczył się w atak
płaczu.
-To
nieprawda! Nieprawda! –Krzyczała. Ukryła twarz w rękach. –Proszę,
nie… to moja siostra! Twoja córka! Nie zabijaj jej! Mnie
też zabijesz?! Eleonor!!! Zostaw moją Eleonor!!! NIE!!! Proszę, nie…
Czyli
jej ojciec zabił jej siostrę. Co dalej?
-Matko?
Czyż nie wiedziałaś, że jesteś mi najbliższą osobą? Nie możesz mnie opuścić…
nie teraz, gdy znalazłam szczęście… musisz mi pobłogosławić.
Musisz być przy mnie, ciałem i duszą. Mamusiu…
Coulson
westchnął. Dziewczyna cierpiała.
-nie
możesz mnie pozbawić korony. Jestem jej prawowitą dziedziczką…
nie możesz zrobić tego matce… nie… nie możesz mnie wygnać…
I
znów zaczęła płakać. Uspokoiła się na chwilę, wciąż ukrywając twarz w dłoniach
zmieniła ton głosu na spokojny. Mówiła tak, jakby komuś coś tłumaczyła, lub
próbowała przekonać do podjęcia decyzji.
-Myślę,
że Loki jest odpowiedni…, tak owszem, kocham go… tak sądzę…
tato, proszę! Pozwól mi pojechać do Asgardu! Ja tego potrzebuję! Teraz, gdy
matka nie żyje… muszę znaleźć swoje
miejsce…
Otarła
łzy i wbiła wzrok w stół. Jej warga zaczęła znów drżeć niebezpiecznie. Na
twarzy zaczęło malować się przerażenie. Przymknęła oczy. Po policzkach spływały
powoli łzy.
-mówiłam
ci, że to się źle skończy…, Czemu mnie nie posłuchałeś?…
Wiedziałeś, że ona… ona… mówiłam…, a teraz będziesz cierpiał.
Prosiłam byś nie zadzierał z Amorą.
Na
dziś przesłuchanie zakończone. Phil obszedł stół i wyszedł. Nigdy nie był za
tym wszystkim. Dla niego było to po prosu okrucieństwo, ale nie kłócił się z
nikim. Aż do dziś. Zamknął drzwi za sobą z cichym kliknięciem. Z tyłu wciąż
słyszał szloch elfki. Stanął przed swoim szefem. Swoim zwyczajem złożył ręce za
sobą.
-Uważam,
że powinniśmy odpuścić.
-Nie
sądzę. Może wiedzieć ważne informacje na temat Lokiego, a tego nam w tej chwili
potrzeba. Złamiemy ją.
Phil
odetchnął.
-Tego właśnie się obawiam. Że nie wytrzyma tego psychicznie. To, co dziś
usłyszałem…, było bardziej niż niepokojące. Dziewczyna jest po
przeżyciach. Może nie wytrzymać nawet kolejnej „rozmowy”.
Fury
pokręcił głową.
-Przykro
mi, ale nie zamierzam się poddawać. Nie, kiedy jesteśmy tak blisko.
-Blisko
czego? –Spytał Coulson.
-Prawdy.
Koniec rozmowy. –Odwrócił się plecami i ruszył w stronę wyjścia.
-To
jeszcze dziecko! –Krzyknął za nim Phil. –Czy jest pan aż takim tyranem
by wziąć na siebie śmierć niewinnej dziewczynki?
Czarnoskóry
mężczyzna odwrócił się błyskawicznie.
-Chyba
się zapominasz, Coulson! Nie wmawiaj mi, że jest niewinna! Może ciebie
oszukała, ale nie mnie! Wie coś na pewno i ty się tego dowiesz!
-Nie.
–Powiedział agent spokojnie.
-Nie?
–Zdziwił się Nick.
-Odmawiam
dalszego przesłuchiwania podejrzanej. –Wyminął spokojnie
oszołomionego szefa i wyszedł z pomieszczenia. To się źle skończy. Czuł to w
każdej cząstce swego ciała. Miał jedynie nadzieję, że nie przypłaci za to
bezrobociem, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz