Maria
zerknęła na Phila.
-Jego
zeznania były… gdybym nie miała doświadczenia stwierdziłabym, że
to żart, ale… mimo wszystko nie sądzę by wszystko było dokładnie
tak jak opisał. Było ciemno, on był podpity. No i na dodatek był w szoku.
Coulson
odsunął się od szkła weneckiego.
-Wiem.
Biorę to pod uwagę. Zrób coś dla mnie i wypisz go z przesłuchań. I ze szpitala
też. –Dodał po krótkim namyśle. Hill zaczęła przeglądać
pliki na tablecie.
-Nie
jestem pewna czy to możliwe…
-Ufam,
że sobie poradzisz, Hill. –Rzucił wychodząc. Maria uśmiechnęła się krzywo.
Nagle przybiegł do niej młody pracownik firmy.
-Znaleźliśmy
Lokiego!
Kobieta
uniosła brew. Dziś wszystko było przeciwko niej. Fury odwołał jej urlop, a
teraz jeszcze miała ganiać cały dzień za Philem. Westchnęła.
-Idź,
powiedz to agentowi Coulsonowi.
-Ale…
-Maria spojrzała na niego. –Tak jest!
Nie
było z nim żadnej dziewczyny. Wziął pokuj z dużym łóżkiem i tyle. Następnego
dnia Monitoring był naprawiany, więc nie mieli podglądu. Oczywiście nie wysłali
nikogo innego, a Nataszę. Naturalnie nie obyło się bez protestów i wywiadu o
tym, że powinni posłać kogoś, kogo Loki nie zna lub nie chce zamordować. Jednym
słowem Romanoff była wściekła i nie zgadzała się pojechać do hotelu, w którym
znajdował się bóg kłamstwa, i przesłuchać portiera. W końcu dała się przekonać,
ale stawiając dość wysoki warunek.
-Chce
mieć za sobą CO NAJMNIEJ 20 snajperów, rozmieszczonych w oknach sąsiednich
budynków, i do tego jeszcze wsparcie powietrzne, ORAZ ukrytych agentów z bronią
gotową do strzału. I SWAT w pogotowiu.
-Natasza,
idziesz przesłuchać tylko portiera… -jęknął Phil.
-Tak,
ale nad moją głową będzie sobie pić kawkę LOKI, więc wolałabym mieć
przynajmniej te minimum szans, że jeśli nagle zechce wyjść na spacer i mnie
zobaczy, to przeżyję. A to, jak wiesz, jest niezwykle trudne. Przeżycie.
Tak,
więc musieli spełnić jej żądanie. Została odeskortowana pod sam budynek przez
samego Fury ‘ego, jadąc w limuzynie, a jednak dalej nie była zadowolona i, choć
nie dała po sobie tego poznać, naprawdę zdenerwowana. Weszła z uśmiechem na
ustach i podeszła do portiera. Poprawiła skórzaną kurtkę i spojrzała mężczyźnie
w oczy.
-Dzień
dobry. Jestem dziennikarką. Chciałabym zadać panu kilka pytań na temat…-poszperała
w torebce i wyciągnęła zdjęcie Lokiego. –Tego mężczyzny. Podobno
zamówił sobie tu pokój, czyż nie?
-Tak.
Dwa dni temu zarezerwował apartament. Miał doprawdy dziwne zachcianki. Chciał
duże łóżko, największe. Zapytałem się go czy chce może łoże małżeńskie, odpowiedział,
że może być. Więc dałem mu caluśkie ósme piętro, czyli apartament dla
nowożeńców. Facet wyglądał na dzianego. –Odpowiedział człowiek
wzruszając ramionami. Romanoff od razu wiedziała, że nie ma do czynienia z
inteligentną osobą.
-A
czy może była z nim jakaś kobieta lub… mężczyzna?
Spytała
ściszając głos Natasza. Wiedziała jak udawać dziennikarkę. Portier pokręcił
głową.
-Następnego
dnia wybiegła za nim jakaś dziewczyna, a potem wrócili razem na górę, ale
sądzę, że była to tylko kolejna babka z ulicy, która chciała zarobić. Wie pani,
o co mi chodzi?
Romanoff
kiwnęła głową, jednak nie wierzyła, że Loki choćby porozmawiał z uliczną
prostytutką. Musiała grać dalej ciekawską.
-Mógłby
mi pan ją opisać? Jakie miała włosów, jakiego koloru miała oczy? Może nawet,
jakiej była postury?
-No…
włosy miała raczej farbowane, choć przyznam szczerze, że nie widziałem jeszcze
takiej farby do włosów. Była blondynką, ale miała takie…
srebrne pasemka. Miała niebieskie oczy. Była szczupła i nawet wysoka. Był od
niej troszkę wyższy.
Natasza
pokiwała głową i uśmiechnęła się.
-Jeszcze
jedno pytanie. Na ile lat by ją pan ocenił?
-Na
osiemnaście. Może dwadzieścia.
-Dobrze.
To wszystko. Bardzo panu dziękuję! Do widzenia!
Kobieta
miała już się odwrócić, gdy usłyszała perlisty śmiech. Odruchowo zwróciła głowę
w stronę schodów, po których schodziła właśnie ładna dziewczyna trzymając pod
rękę Lokiego. Natasza zrobiła zręczny obrót na pięcie i szybkim krokiem ruszyła
ku drzwiom wyjściowym.
-Proszę
pani! Tu jest ten, o którego się pani pytała! – Krzyknął za nią portier.
Zignorowała go. Sięgnęła palcami do klamki. Drzwi były zatrzaśnięte. –Chwila,
chwila już otwieram!
-Cholera.
–Zaklęła cicho agentka. Szybko wyciągnęła pistolet i
odwróciła się. Loki trzymał nóż przy gardle portiera. Uśmiechał się szyderczo.
-Jak
to dobrze cię znów widzieć. –Syknął. Kątem oka dostrzegła jak blondynka podchodzi
do okna i spogląda zza zasłon.
-Mamy
towarzystwo. Snajperzy w oknach i agenci. Szlag by to wszystko trafił! –
Dziewczyna dodała coś jeszcze w dziwnym melodyjnym języku, a bóg kłamstw
odpowiedział warknął coś do niej, również w tym samym dialekcie.
-Odwołaj
ich. Odłóż broń, a obiecuję, że nikomu nic się nie stanie. Proszę. –Powiedziała
wspólniczka Lokiego.
-Co
ty…? Naprawdę myślisz, że to zrobi? Jest na to za
głupia. –Zaśmiał się szyderczo Loki.
-Nie
jestem głupia. Właśnie, dlatego nie odkładam broni. Bo wiem, że mnie zabijesz. –Rzekła
siląc się na spokój Natasza. Dziewczyna przygryzła wargę.
Rozmawiali
w Álfaimr.
-Loki,
nie chcę rozlewu krwi. To niepotrzebne! –Powiedziała Vrær.
-Uwierz
mi, że jest. Portiera oszczędzę, ale ona musi zginąć. –Wskazał
podbródkiem na rudowłosą agentkę.
-Proszę.
To nie najlepsze wyjście. Mogę ją ogłuszyć zaklęciem, stworzyć iluzję. Nikt nie
musi ginąć. Nikt.
Głos
kobiety stojącej przy drzwiach wyjściowych przerwał im rozmowę.
-Nie.
Mają zakładnika. Loki i… jakkolwiek się nazywasz. Chcą mnie odbić. Zakładam,
że portier nie za dużo wam się przyda, bo zrobią wszystko by utrzymać jednego z
lepszych agentów przy życiu, więc mam dla was propozycję. Dajcie mi spokojnie
odejść i sami ucieknijcie.
Bóg
kłamstw zmarszczył brwi szukając podstępu.
-Nie
chciałaś powiedzieć: poddajcie się to nikt nie ucierpi?
Kobieta
wzruszyła ramionami.
-I
tak wiem, że to bez sensu. Nie zrobiłbyś tego. Tej propozycji pewnie też nie
przyjmiesz, ale może ona okaże się mądrzejsza.
-Loki,
dała nam szansę wyjścia z tej sytuacji. To może być to. –Powiedziała
podenerwowana Elfka. –Loki, proszę!
Mężczyzna
zaczął płakać w śmiertelnym uścisku boga. Usta Lokiego ściągnęły się w kreskę.
Nagle pchnął portiera w stronę agentki, która natychmiast rzuciła się by go
podtrzymać. Pomogła mu złapać równowagę i kiwnęła głową w ich stronę.
-Dziękuję
za współpracę.
Vrær
odetchnęła z ulgą. Loki przeszedł koło rudowłosej kobiety zmierzając w stronę
elfki. Zatrzymał się w półkroku i zrobił szybki obrót. Błysnęła stal, Elfka
krzyknęła i wyciągnęła rękę w stronę agentki, która odwróciła się akurat wtedy,
by ujrzeć z przerażeniem lecący w jej kierunku sztylet. Stała jeszcze przez
chwilę wpatrując się w miejsce, w którym sztylet przeleciał przez nią nie
czyniąc jej żadnej krzywdy.
-Uciekaj!
Już! –Ponagliła ją dziewczyna. Kobieta złapała portiera za
nadgarstek i pociągnęła ku drzwiom. Loki spojrzał na Vrær z niedowierzaniem.
-Chyba.
Sobie. Żartujesz.
-Mówiłam,
że nie chcę rozlewu krwi. A teraz chodź. Mogę zrobić to samo z nami. Pociski
nic nam nie zrobią. Ale dam radę utrzymać zaklęcie tylko przez kilkadziesiąt
sekund, więc musimy się pospieszyć.
Loki
skinął głową. Zbliżył się do niej i pocałował. Wyszli na zewnątrz. Stali chwilę
patrząc na cały oddział ludzi uzbrojonych po zęby. Bóg kłamstw uśmiechnął się
szyderczo. Fury stał przed rudowłosą kobietą, która pokazała na elfkę i
szepnęła coś do niego.
-Widzisz?
Mówiłam, że czasem trzeba kogoś oszczędzić.
Powiedziała
triumfalnie dziewczyna. Uścisnęła jego dłoń. –Biegnij!
Puścili
się pędem w lewą stronę, kierunku parku, gdzie będą mogli się spokojnie
teleportować. Strzały często ich sięgały, ale za każdym razem przelatywały
przez nich. Minęło pół minuty. Byli już tak blisko.
-Loki!
Nie dam już rady! –Wrzasnęła w Álfeimr. Bóg kłamstw machnął w
odpowiedzi ręką. Nagle Elfka poczuła ból w udzie, a potem w łydce i w talii.
Upadła.
-Vrær!
Widziała
jak Loki chce zawrócić. Ostatkiem sił wyszeptała zaklęcie teleportujące. On by
jej nie zostawił z własnej woli. Musiała mu pomóc. Potem straciła orientację
gdzie jest niebo, a gdzie ziemia. Mroczki zaczęły robi się coraz większe, aż w
końcu zemdlała. Miała tylko nadzieje, że nie wysłała Lokiego do środka nowo
zelandzkiej dżungli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz